Ciągły atak, wieczna wojna hybrydowa


Agresja hybrydowa.
Żydzi piorą mózgi etnicznym Europejczykom, że Holokaust był wyjątkowy, ponieważ cały naród żydowski był przeznaczony na zagładę.
Fałsz.
Nie cały naród żydowski, tylko Żydzi w zasięgu nazistowskich Niemiec i w głowach Hitlera i jego gangu. Poza tą sferą Żydzi pozostawali niezagrożoną i potężną siłą przed, podczas i po II wojnie światowej.
W rzeczywistości, po II wojnie Żydzi stali się silniejsi na Zachodzie niż kiedykolwiek w historii. Wygrali. Dla Żydów Holokaust był kosztem wojennym nieodmiennie toczącej się wojny hybrydowej. Żydzi toczyli wojny hybrydowe na długo zanim ten termin wszedł do słownictwa i potocznej świadomości Zachodu.

I Like Stupid Jobs

busboy: Oak Room, Plaza Hotel, NYC, 1986

I like simple jobs because they're mandalas in the basest sense, and as a writer they help me not to sell out. I have to hear yet of a writer that tried to make a living off writing and didn’t lick ykw's balls. Here’s 20 bucks if you show me one that writes for money and hasn’t licked.

On starting at Microsoft, Chad, my driver, and I get to reinstall a cabinet in one of the geeks’ offices. Piece of cake, we do it in under 20 minutes, say a kind word, bow, and leave. And this guy must’ve had a tough morning or breakdown or, you know, and we soothed it for him, because within minutes he emails our office with oh so much thanks and how we did it professionally and with class. They slap the email out on the board and I said that Chad supplied professionalism and myself class. It stuck. I worked on the campus until I got the money to rent a 1 bedroom by Green Lake, buy the furniture, a computer, and so on. Then I moved on.

I know you'd love to hear what it was like inside Microsoft, and I'll tell you that what struck me the most was this juice they had for free. You could drink as much OJ as you could survive. The restocking guys were rolling the hand trucks in and out of the kitchens like happy penguins all day long. Must've been Bill's adolescent head trip of how he would make the corpo world better when he grows up. Same with Jeff, I guess, because when I later worked for Amazon, I'd bump into jillions of geeks walking out of the corpo huts their brown, yellow, spotted, obese, puny, proud, rude, lickspittle, asbo, adhd, jazzy hairstyled, etc., tail workers eager for a ten. The geeks would heartily pick up their crap with thin plastic bags, some making a twirl and taking it inside, probably for a doctor.

One weekend I was walking around Green Lake and this working single woman (there aren’t other in Seattle) was finishing picking up after her significant other, and I went, y’know, just the other week I read in the American Scientist that the researchers at the Konrad Lorenz Institute for Developmental Ethology in Vienna, Austria, have bred the kind of a dog that doesn’t crap, no thick stuff whatsoever, everything zips via urine ducts. Oh, really! she said.

[the opening of Seattle]


Profesor chciałby uzupełnić listę [kanonu lektur szkolnych] o pozycje trochę zapomniane lub z różnych względów przemilczane, takie, co do których nie ma wątpliwości, że są wybitne, ważące dla literatury, dla naszego sposobu myślenia, dla rozwoju młodego człowieka. Wymienia tutaj książkę Tadeusza Korzeniewskiego W Polsce.


Ta książka jest jak sidolówka wrzucona w polskie bagno, w które, niczym słomiane chochoły, powtykano „autorytety moralne". Mam nadzieję, że je rozpieprzy.







INTERNAUTA O RECENZJI DO WYOMING W „NOWEJ KONFEDERACJI
Usiłowanie okiełznania drętwym "uczonym" gadulstwem czegoś ŻYWEGO (wibrującego, świdrującego, parzącego). Płomienia.




CENSORED: From USSR to Twitter Same Same Bolshevik Crap


Censored by Brezhnev/Gierek duo schmuo in the 1970s Poland:


WARSAW. Printing the underground lit.


Brezhnev:


CRIMEA: What's the matter with you, Ed, I hear somone's writing
the truth over in your ward! I'm getting on a plane right now!


Gierek:


WARSAW: My apology, Lonia, it will never happen
again! We've canceled him.



https://catalog.loc.gov/vwebv/search?searchCode=LCCN&searchArg=83127138&searchType=1&permalink=y


Polska przypomniała o W Polsce

Na portalu Instytutu Literatury nowynapis.eu szkic o Solidarności w prozie. Książki z "S" w środku napisane przed stanem wojennym; w latach 80.; w latach 90.; i w "wieku XXI". W Polsce podchodzi pod "przed stanem", "w wieku XXI", a nawet przed "S", czyli jak zwykle bestia.

Taka scena: lato 1983, słonecznie, Nowy Jork, idziemy 59-tą Ulicą z J. Głowackim i Sawkami (Jan) do kogoś na Upper West Side. Mijamy Hotel Plaza (3 lata później będę tu busboyem), ja i Głowacki jakoś tak zostajemy w tyle, do mnie on: "Wiesz, opiszemy siebie nawzajem i tak to się skończy". Dla niego to był czas nerwów, kontakty, agenci, New York Timesy, wóz przewóz.

"Dla mnie najważniejsze, żebym się w coś za wcześnie nie ............." naturalnie mi się odpowiedziało.

I to była ta różnica, nie opisaliśmy się z Głowackim, bo nie konkurowaliśmy o to samo terytorium. Ja to już przeczuwałem (i tylko przeczuwałem), on dalej myślał Warszawą. Moje terytorium (nie, nie tytuł, trzeba przeczytać w środku, dupki).

The Third Rail

a chapter from Seattle

Heyward Studio
My first piece in English was a novella about my childhood town. I wrote it in 1990, seven years after I had hit America. It got me invited to the MacDowell Colony in Peterborough, New Hampshire, for a writer residency.
Thornton Wilder wrote Our Town at MacDowell. I was now walking the streets of Grover’s Corners of the play. I first saw Our Town on Commie TV as a teen and never again, but I was easily replaying now from the memory the chirping of the kids in the play, the concerned voices of the parents, the politeness of the neighbors, the eerie life-longings of the denouement. After watching it just once at the early stage in life, this wholesome-as-much-as-life-affords-wholesome world had gotten imprinted in me like a prayer. A variation of a call to go.

Childhood

a chapter from Americaa

The Ellwoods are fourth-generation ranchers. Roger, Connie, four kids. On Sundays, we all drive to church in town. That’s where I met them when the Outlaw Inn receptionist and her family took me along the first time. I got a gig on the Ellwoods’ ranch now, and rent a cabin for 10 bucks a week.
An intriguing li’l faith tribe these kind folks are. When we take meals or chat on the porch or wherever we happen to have bunched, there’s typically a lot of laughter. A special kind of laughter, triggered not so much by looking at things in an off-the-wall way, but flowing out of a steady gladness of being. One reason is, I figure, that they don’t watch TV, don’t listen to the radio, don’t go to the movies, even the local paper they buy only on the weekends and mainly for the local news. They even remove the radios and the antennas, and the ashtrays of course, from their cars.
“Gimmie the pliers,” I bid them, “I’ll do the same in my buggy!”
They laugh.

Najdziadowściej we wchodzącym świecie będą mieć mieszańcy


Polish Haitians
„Najdziadowściej we wchodzącym świecie będą mieć mieszańcy” – to profilaktyka pokoleń, tak by forma biologiczna była zgodna z treścią kulturową. A ci co dziś są mieszańcami niech zwyczajnie nie wchodzą w drogę, no, mogą deskę najwyżej przytrzymać. Dla negatywnego przykładu o czym mówię podam niedawny występ rozpuszczonego przez „patriotyczną prawicę” Jarosława Marka Rymkiewicza, który bredzi:
  • polskość nie jest ani biologiczna, ani genetyczna
  • Ona nie bierze się z krwi a nawet, jak pokazuje mój przykład, nie bierze się z pochodzenia
  • Nie mam ani kropli polskiej krwi, w moich komórkach nie ma ani kawałeczka polskiego genu
  • Polskość to jest straszna siła duchowa i to nie my ją wybieramy, bo nie możemy niczego wybierać, to ona nas wybiera
Tak zwany „Aleksander Ścios” (nie wierzę w poważne wieszczenie anonimowych) aż orgazmu dostał  >>.
Nie pomijając tarcia kolanami innych „patriotycznych” >>.
Jarosław Marek Rymkiewicz robaczy Polakom w czaszkach, bo na bazie że sam jest „mulatem”, podgryza etniczną polskość. Jestem „mulat” i w związku z tym unieważniam całą etniczną historię Polski. W tym jest dureń po prostu. A szkodliwymi głupcami ci, co takich bredni tubą.

Nie nazywają tego milenaryzm po nico


Nad Świdrem
Gdybyśmy wrócili na ten świat już za 200 lat, to czy byłaby jakakolwiek szansa za tych siedem czy osiem pokoleń rozpoznać z oka, instynktu, że ten oto nasz potomek to nasz potomek? Nosiciel wspólnych z nami między 1/128 a 1/256 genowych frekwencji? Dziecko 128 czy 256 od nas licząc pra...rodziców? Szansa rozpoznania mniej niż żadna, chyba że któryś miałby znamię na boku, jak ja mam po ojcu, ale na to nie liczcie. A jednak za dziecko, za ten cykl, rodzic jest gotów oddać życie, gorąco i z wiarą, tak? Zwłaszcza mężczyzna za kobietę z jego potomstwem, tak?
A jak z narodem? Co jest najważniejsze dla narodu? Żyć. Umierać dla „czegoś większego” może jednostka. Dla rodziny. Dla narodu. W skrajności dla męskiego honoru, piękna brama wyjścia (i często przykład, przekaz, a więc dalej wspólnota). Ale czy można wyobrazić, żeby naród oddawał życie za inny naród? No chyba że zmanipulowany, jak np. wpływ żydowski usiłuje to zrobić z etnicznymi Euro-Amerykanami z interioru Ameryki, posyłając tzw. białych chłopaków z Midwestu czy Południa, przysłowiowych twardzieli, na Irak, a teraz – oj, chciałoby się – na Iran (etniczni Euro-Amerykanie coraz bardziej stają się etnią politycznie wydzieloną, więc można zacząć mówić o nich jako o narodzie). Ale to ostatnie osiągane jest przez indoktrynację, pranie mózgów. Niepodobna jednak aby nie zmanipulowany naród umierał za inny naród.