28.8.17

Detroit


Afrykański autor sięgnął do płaskiej teczki na stole, wyjął zaraz z wierzchu kartkę, i wolno i dobitnie, sylaba po sylabie, z sadystyczną, by nie powiedzieć morderczą satysfakcją, zacytował z Józefa Teodora Konrada Korzeniowskiego herbu Nałęcz aka Joseph Conrad: 

– „Pewnien olbrzymi samiec czarnuch napotkany przeze mnie w Haiti stał się dla mnie obrazem tępego, wściekłego, bezrozumnego szału na zawsze. Postać tego czarnucha nachodziła mnie potem w snach latami”...

Blady strach padł na pogrążonych dotąd w progresywnym błogostanie uczestników spotkania literackiego w lofcie nowojorskiego PEN. W ułamku sekundy ich wyższe funkcje umysłowe zostały miażdżąco zablokowane na pierwszy rozpoznawalny dźwięk słowa „czarnuch”, w wyniku czego zostali poddani bez reszty władaniu mózgu pierwotnego, tzw. gadziego. W rezultacie zamienili się w swoich własnych oczach w małe odstręczające potworki. Robaki nieczyste. Banici z jasnej ziemi. Był to wynik kilkudziesięcioletniego już wielopoziomowego treningu odruchowego, od przedszkola, szkoły, przez Hollywood, media i nawet majstrowanie przy doktrynie eurochrześcijańskiej, prowadzonego przez nową dominującą ideologię świata zachodniego, cwany marksizm jankeski z jego wunderwaffe komunizmem etnicznym, i którego jednym z najbardziej efektywnych narzędzi kontroli było, że wpływowym osobom nie wolno było tego kryptototalitaryzmu publicznie wskazywać, nazywać, a już ręka broń poddawać racjonalnemu dyskursowi. To zostawiano pariasom, lub raczej pariasem zostawał każdy, kto w mainstreamie próbował to robić. 

To w pierwszej chwili.

16.8.17

White America’s Upheaval Is Too Germanic...

…that's one reason it has such a hard time getting its act off the ground.

<>

I was in a revolution, big revolution, played an active part in it


With that under my belt, here’s my take on the American Revolution 2.0: 

White Americans have and will have a problem with over-Germanization of their nationalistic upsurge, Americans of German ancestry being the sturdiest ethnic component of white America today








18.3.17

SEATTLE

Lubię jechać z Seattle do Bellevue. Jest zazwyczaj rano i dzień jest przejrzysty. To dziwne, wielu powie, Seattle słynie przecież z dni deszczowych i jeszcze więcej pochmurnych. Owszem, tak było kiedy tu przyjechałem w grudniu 1998, padało i nie przestało padać chyba do kwietnia. Ale ostatnio jakoś nie, jest często słonecznie jak dziś, może dlatego że jest lato i tak się wydaje.

Kiedy jadę autobusem 271 z Seattle do Bellevue i czytam na tablecie coś ciekawego, mam świadomość, że na prawo jest góra i ciągnie mnie żeby na nią spojrzeć. Podnoszę głowę, patrzę, często aż góra schowa się za Medinę. Schowa a ja dalej o niej myślę, nawet kiedy zjedziemy już z mostu


Lake Washington, Medina, Mt. Rainier, Seattle

MARKSIZM KULTUROWY

Pakietem zewnętrznym zdobyczy mojej "monomitycznej" podróży nazwać można szereg tłumaczeń jakie opublikowałem w latach 2005-2008, tj. zanim zacząłem dostarczać pakiet wewnętrzny czyli Do Wyoming...Seattle... Wyselekcjonowane 10 lat temu tłumaczenia nadają się jak najbardziej do dzisiejszej rozróby głównej w polityce, kulturze i ogólnie naszej cywilizacji etnicznych Eurów. Dziesięć lat temu dla Polaków mainstreamowych było dużo za straszno na takie ustawki, dziś jest lepiej:



Przerzut "prawicowy":