Przyszedł mail z Polski

Przyszedł mail z Polski. W nagłówku: Studentka Uniwersytetu Jagiellońskiego prosi o rozmowę. W treści: Szanowny Panie, w ramach przedmiotu Lewica w Polsce Powojennej wykonuję referat dotyczący Pana życiorysu. Pomyślałam, że zapunktowałabym chociaż drobną rozmową z Szanownym Panem. Czy jest możliwość, abym zadała kilka pytań?

No jest.

Zadała.

Odpowiedziałem:

Alt-Right a sprawa polska

Ostatnio Polska znalazła się na tapecie u amerykańskiej i europejskiej alt-prawicy (Alt-Right), bo polski MSZ publicznie wybrzydził planowany przyjazd jednego z nich na imprezę około-MarszNiepodległościową do Polski. W związku z tym opowiem historyjkę z Seattle o moim kontakcie z jednym z głównych ideologów Alt-Rightu, lata nim ruch i nazwa weszły w życie.
**
Na początku Seattle pracowałem dla Wikinga. Nazwałem go Wiking, bo miał przodka co z Karolem Gustawem najechali w XVII w. Polaków. Z czasem Polacy się odkuli, przodka złapali, postawili za parobka, on po paru latach dał nogę i dostał od szwedzkiego króla za to ziemię. Nie za dużo chyba, bo część potomków popłynęła potem do Ameryki.
Ten Wiking zbiegał mi się z Profesorem, którego w tym czasie tłumaczyłem na polski . Oni się nie znali, jeden w Seattle, drugi w Kalifornii, ale obaj etosowcy flower–power, dzieci kwiatki, to pokolenie. Przy czym Wiking był Szwedem, a Profesor pół-Szkotem, pół-Niemcem, obaj oczywiście rdzenni Amerykanie. Po czterdziestce Wikinga zgniotła Natura i dostał spazmu żeniaczkowego (z dużo młodszą, która go potem kopnie), a Profesorowi, który założył rodzinę w przyzwoitszym biologicznie czasie (i zaliczył rozwód), poszło w etniczność.