Nowa książka w robocie

ROZDZIAŁ 1: Wiking

Nazwałem go Wiking, bo miał przodka co z Karolem Gustawem najechali w 1655 Polaków, walili w nich jak w kosze, w końcu Polacy się pozbierali, złapali przodka i postawili za parobka, on po paru latach uciekł i dostał w nagrodę spłach ziemi od nowego szwedzkiego króla, bo tamten kiknął.
Ten Wiking tu w Seattle machnął się z szesnaście lat młodszą, nie żeby jakiś  niemożliwy szpagat, ludziom czasem i to wychodzi, ale on zrobił to późno, pokolenie dzieci kwiatków, i on miał teraz 65, ona 49, i ona zmienia lexusa na czarnego mercedesa, czarnego mercedesa na białego mercedesa, i ja pracuję dla niego, prowadzę mu biznes pakunkowy.
I jestem w magazynie, on podjeżdża żony białym, ale nie wysiada, tylko siedzi w środku i dmucha z cygara, dmucha i dmucha. Jego żona nie pali cygar, w ogóle nie pali, więc wiadomo jaki stęch po tym. Wtedy mnie tknęło, że on może tak zaznaczać terytorium, dmuchać nie przeciw żonie, tylko przeciw temu drugiemu.
I faktycznie był ten drugi i żona przeniosła bieliznę do niego i Wiking normalnie pękł, rozwalił się jak na słupie. Oni mieli jedynaczkę jeszcze w przedszkolu, kupili dom nad wodą, późno capnięte życie zagrzało, i w słup. Musiał coś brać, bo czasem nie kojarzył. Stracił głównego dostawcę, część nabywców, wisiał mi prawie osiem kawałków kiedy wymówiłem.
Czuję się dobrze, że wymówiłem, nie tylko dzień po walnięciu roboty, czy dwa, co normalnie się zdarza, bo to zawsze jakaś uwierka na ego, chyba że sam jesteś właścicielem, a ja czuję się dobrze cały czas, jeden tydzień minął, dobrze, drugi tydzień, dobrze, cały czas dobrze. Czyli trafnie zrobiłem, coś pewnie za zakrętem się kroi, tylko konkretnie tego jeszcze nie widzę. Jest niepokój, oczywiście, bo trzeba znaleźć nową fuchę, ale tyle razy i w tylu miejscach znajdowałem, że gdzieś wiem że zaskoczy. Trochę wolnego też się przyda, bo ten tu towar przybiera, przybiera, a nie próbowałem jeszcze ciurkiem pisać.
Książek dziś mało się czyta, znaczy rzeczywistych, nie czipsowch, odpowiedników junk foodów. Te zawsze będą popytne, bo to jak skrobanie pleców, ach jak przyjemnie kołysać się wśród fal. Schopenhauer jak Schopenhauer, lubi podtopić normalsa dla uwypornienia frazy, ale i tak w tym co zacytuję bliższy jest rzeczywistości niż wciskacze, że literatura junkowa jest odprężowa, znaczy pomocowa, znaczy prawobytna. A Schopenhauer, że ważna w pierwszym rzędzie jest sztuka nie czytania, bo kto pisze dla głupców zawsze znajdzie dużą publiczność, a warunkiem czytania dobrych książek jest nieczytanie złych, życie jest bowiem krótkie. I dziś rzeczywiste książki są faktycznie mało obecne w głównym toku, bo dziś prawie każdy umie czytać, a lepiej jeszcze oglądać, proste przyjmowanie do dzioba, i to przejmuje rynek, i kasę, ale to się jakoś oczywiście zmieni, bo skończyłoby się globalnym podrzynaniem gardeł, więc kiedy pojawiają się dziś w życiu rzeczywiste książki do zrobienia to trzeba je robić i tyle.


Recenzje Do Wyoming


  Recenzje  Do Wyoming  (chronologicznie):
Paweł Rojek  >>>> 
Wojciech Chmielewski  >>>>
Michał Kuź  >>>>
trolltoni  >>>>
  Trzeba będzie coś napisać  >>

Recenzje W Polsce


  Recenzje  W Polsce  (chronologicznie):
"Rzeczpospolita"   >>>>

Jacek Trznadel  
>>>>

Daniel Paczkowski
  >>>>