The Third Rail

a chapter from Seattle

Heyward Studio
My first piece in English was a novella about my childhood town. I wrote it in 1990, seven years after I had hit America. It got me invited to the MacDowell Colony in Peterborough, New Hampshire, for a writer residency.
Thornton Wilder wrote Our Town at MacDowell. I was now walking the streets of Grover’s Corners of the play. I first saw Our Town on Commie TV as a teen and never again, but I was easily replaying now from the memory the chirping of the kids in the play, the concerned voices of the parents, the politeness of the neighbors, the eerie life-longings of the denouement. After watching it just once at the early stage in life, this wholesome-as-much-as-life-affords-wholesome world had gotten imprinted in me like a prayer. A variation of a call to go.

Childhood

a chapter from Americaa

The Ellwoods are fourth-generation ranchers. Roger, Connie, four kids. On Sundays, we all drive to church in town. That’s where I met them when the Outlaw Inn receptionist and her family took me along the first time. I got a gig on the Ellwoods’ ranch now, and rent a cabin for 10 bucks a week.
An intriguing li’l faith tribe these kind folks are. When we take meals or chat on the porch or wherever we happen to have bunched, there’s typically a lot of laughter. A special kind of laughter, triggered not so much by looking at things in an off-the-wall way, but flowing out of a steady gladness of being. One reason is, I figure, that they don’t watch TV, don’t listen to the radio, don’t go to the movies, even the local paper they buy only on the weekends and mainly for the local news. They even remove the radios and the antennas, and the ashtrays of course, from their cars.
“Gimmie the pliers,” I bid them, “I’ll do the same in my buggy!”
They laugh.

Profesor chcia艂by uzupe艂ni膰 list臋 [kanonu lektur szkolnych] o pozycje troch臋 zapomniane lub z r贸偶nych wzgl臋d贸w przemilczane, takie, co do kt贸rych nie ma w膮tpliwo艣ci, 偶e s膮 wybitne, wa偶膮ce dla literatury, dla naszego sposobu my艣lenia, dla rozwoju m艂odego cz艂owieka. Wymienia tutaj ksi膮偶k臋 Tadeusza Korzeniewskiego W Polsce.


Ta ksi膮偶ka jest jak sidol贸wka wrzucona w polskie bagno, w kt贸re, niczym s艂omiane chocho艂y, powtykano „autorytety moralne". Mam nadziej臋, 偶e je rozpieprzy.







INTERNAUTA O RECENZJI DO WYOMING W „NOWEJ KONFEDERACJI
Usi艂owanie okie艂znania dr臋twym "uczonym" gadulstwem czego艣 呕YWEGO (wibruj膮cego, 艣widruj膮cego, parz膮cego). P艂omienia.





Najdziadow艣ciej we wchodz膮cym 艣wiecie b臋d膮 mie膰 miesza艅cy


Polish Haitians
„Najdziadow艣ciej we wchodz膮cym 艣wiecie b臋d膮 mie膰 miesza艅cy” – to profilaktyka pokole艅, tak by forma biologiczna by艂a zgodna z tre艣ci膮 kulturow膮. A ci co dzi艣 s膮 miesza艅cami niech zwyczajnie nie wchodz膮 w drog臋, no, mog膮 desk臋 najwy偶ej przytrzyma膰. Dla negatywnego przyk艂adu o czym m贸wi臋 podam niedawny wyst臋p rozpuszczonego przez „patriotyczn膮 prawic臋” Jaros艂awa Marka Rymkiewicza, kt贸ry bredzi:
  • polsko艣膰 nie jest ani biologiczna, ani genetyczna
  • Ona nie bierze si臋 z krwi a nawet, jak pokazuje m贸j przyk艂ad, nie bierze si臋 z pochodzenia
  • Nie mam ani kropli polskiej krwi, w moich kom贸rkach nie ma ani kawa艂eczka polskiego genu
  • Polsko艣膰 to jest straszna si艂a duchowa i to nie my j膮 wybieramy, bo nie mo偶emy niczego wybiera膰, to ona nas wybiera
Tak zwany „Aleksander 艢cios” (nie wierz臋 w powa偶ne wieszczenie anonimowych) a偶 orgazmu dosta艂  >>.
Nie pomijaj膮c tarcia kolanami innych „patriotycznych” >>.
Jaros艂aw Marek Rymkiewicz robaczy Polakom w czaszkach, bo na bazie 偶e sam jest „mulatem”, podgryza etniczn膮 polsko艣膰. Jestem „mulat” i w zwi膮zku z tym uniewa偶niam ca艂膮 etniczn膮 histori臋 Polski. W tym jest dure艅 po prostu. A szkodliwymi g艂upcami ci, co takich bredni tub膮.

Nie nazywaj膮 tego milenaryzm po nico


Nad 艢widrem
Gdyby艣my wr贸cili na ten 艣wiat ju偶 za 200 lat, to czy by艂aby jakakolwiek szansa za tych siedem czy osiem pokole艅 rozpozna膰 z oka, instynktu, 偶e ten oto nasz potomek to nasz potomek? Nosiciel wsp贸lnych z nami mi臋dzy 1/128 a 1/256 genowych frekwencji? Dziecko 128 czy 256 od nas licz膮c pra...rodzic贸w? Szansa rozpoznania mniej ni偶 偶adna, chyba 偶e kt贸ry艣 mia艂by znami臋 na boku, jak ja mam po ojcu, ale na to nie liczcie. A jednak za dziecko, za ten cykl, rodzic jest got贸w odda膰 偶ycie, gor膮co i z wiar膮, tak? Zw艂aszcza m臋偶czyzna za kobiet臋 z jego potomstwem, tak?
A jak z narodem? Co jest najwa偶niejsze dla narodu? 呕y膰. Umiera膰 dla „czego艣 wi臋kszego” mo偶e jednostka. Dla rodziny. Dla narodu. W skrajno艣ci dla m臋skiego honoru, pi臋kna brama wyj艣cia (i cz臋sto przyk艂ad, przekaz, a wi臋c dalej wsp贸lnota). Ale czy mo偶na wyobrazi膰, 偶eby nar贸d oddawa艂 偶ycie za inny nar贸d? No chyba 偶e zmanipulowany, jak np. wp艂yw 偶ydowski usi艂uje to zrobi膰 z etnicznymi Euro-Amerykanani z interioru Ameryki, posy艂aj膮c tzw. bia艂ych ch艂opak贸w z Midwestu czy Po艂udnia, przys艂owiowych twardzieli, na Irak, a teraz – oj, chcia艂oby si臋 – na Iran (etniczni Euro-Amerykanie coraz bardziej staj膮 si臋 etni膮 politycznie wydzielon膮, wi臋c mo偶na zacz膮膰 m贸wi膰 o nich jako o narodzie). Ale to ostatnie osi膮gane jest przez indoktrynacj臋, pranie m贸zg贸w. Niepodobna jednak aby nie zmanipulowany nar贸d umiera艂 za inny nar贸d.

Mit 10 (20) milionowej Polonii


"Polskie dzieci maharad偶y"
Wiki: Ocenia si臋, 偶e poza Polsk膮 偶yje 18-20 milion贸w Polak贸w i os贸b polskiego pochodzenia. Jedna trzecia z tej grupy to Polacy urodzeni i ukszta艂towani w Polsce, reszta to osoby polskiego pochodzenia o r贸偶nym stopniu wi臋zi z polsko艣ci膮. Polonia i Polacy za granic膮 plasuj膮 si臋 na sz贸stym miejscu w 艣wiecie pod wzgl臋dem liczebno艣ci w stosunku do ludno艣ci kraju ojczystego.
 **
PolskieRadio.com: W ca艂ych Stanach Zjednoczonych w g艂osowaniu [do Sejmu 2019] wzi臋艂o udzia艂 29,5 tysi膮ca os贸b, czyli o 5 tysi臋cy wi臋cej ni偶 w poprzednich wyborach parlamentarnych.

Zawie艣my tu kwesti臋 czy Polacy nie mieszkaj膮cy na ziemiach wok贸艂 Wis艂y i nie p艂ac膮cy pa艅stwu polskiemu podatk贸w maj膮 prawo w takich wyborach g艂osowa膰, elektoralnie decydowa膰. Ale nawet gdyby艣my uznali ten "protest wyborczy", to w bie偶膮cej przed-"protestowej" sytuacji liczba 30 tys. g艂osuj膮cych Polak贸w w USA (300 tys. w 90 krajach) jest przera偶aj膮ca je艣li chodzi o pie艣艅 o odp艂ywie polskich gen贸w.

**

Tekst publikowany w polskiej blogosferze w 2009. Wszed艂 do ksi膮偶ki Do Wyoming (2013):
Nie wierz臋 w "podw贸jne" obywatelstwa. Ludzie jak to ludzie, kombinuj膮 jak by tu naj艂atwiej w 偶yciu. Zw艂aszcza kiedy kraj rodzinny im si臋 nienajmi艂o艣niej uda艂. Wi臋c wielu ma po dwa. Mo偶na powiedzie膰 "偶yj膮 w dw贸ch". Albo przyjmuj膮 obywatelstwo kraju nowego bez wi臋kszych rozterek odrzucaj膮c obywatelstwo kraju urodzenia, bo to "praktyczniejsze". Albo, niestety, przyjmuj膮 nowe z satysfakcj膮, bo to taki "lepszy" kraj, np. USA. Albo Anglia. Australia. Nawet, miej Bo偶e lito艣膰, Niemcy.

Ci膮g艂y atak, wieczna wojna hybrydowa


Agresja hybrydowa.
呕ydzi pior膮 m贸zgi etnicznym Europejczykom, 偶e „Holokaust by艂 wyj膮tkowy, poniewa偶 ca艂y nar贸d 偶ydowski by艂 przeznaczony na zag艂ad臋”.
Fa艂sz.
Nie ca艂y nar贸d 偶ydowski, tylko 呕ydzi w zasi臋gu nazistowskich Niemiec i w g艂owach Hitlera i jego gangu. Poza t膮 sfer膮 呕ydzi pozostawali niezagro偶on膮 i pot臋偶n膮 si艂膮 przed, podczas i po II wojnie 艣wiatowej.
W rzeczywisto艣ci, po II wojnie 呕ydzi stali si臋 silniejsi na Zachodzie ni偶 kiedykolwiek w historii. Wygrali. Dla 呕yd贸w Holokaust by艂 kosztem wojennym nieodmiennie tocz膮cej si臋 wojny hybrydowej. 呕ydzi toczyli wojny hybrydowe na d艂ugo zanim ten termin wszed艂 do s艂ownictwa i potocznej 艣wiadomo艣ci Zachodu.

Na bok z nimi

rozdzia艂 Do Wyoming (2013)


Polish Haitians. Jimmie Koniecpolski
Czytam w popeerelowskim tygodniku krajowym apologi臋 nieistotno艣ci genetycznej polsko艣ci. Patriotyczny profesor o nazwisku spektakularnie etnicznie polskim propagandyzuje na jej rzecz w nowonaje藕d藕czym jankesko-marksistowskim mainstreamie. Poklepuje Polaka po jego zn臋kanej na wylot potylicy za jego s艂ynn膮 historyczn膮 tolerancj臋. Puszcza mu s艂odki czad, 偶e nast臋pny Mickiewicz mo偶e by膰 Wietnamczykiem. A na koniec, w konwencji popularnej po 1989 w艣r贸d stadnej inteligencji polskiej historii alternatywnej – odreagowuj膮cej w cz臋艣ci narodowe traumy w miejsce prostolinijnego m臋skiego rewan偶u – straszy: „Bo co tak naprawd臋 zrobiliby艣my bez Polak贸w obcego pochodzenia, bez Kopernika, Chopina, skamandryt贸w?”.
No profesorze patriotyczny polski, tylko za du偶o kumbaya w kaszymannie. Co zrobili艣my. 呕yliby艣my. Dzi艣 jest nas etnicznych Polak贸w 50 milion贸w. Nie ten Kopernik to inny, nie ten Chopin to inny. Bez Kopernika Ziemia dalej kr臋ci艂aby si臋 wok贸艂 S艂o艅ca, a Galileusz i Kepler czy inny/inni robot臋 odwaliliby. Bez Polski nie by艂oby Chopina jako takiego Chopina, bez Chopina takiego czy innego Polska by艂aby. Co jest wa偶niejsze, Chopin czy Polska? Polska. Dla Weisera Dawidka warto by艂o go艣ci膰 Bermana morderc臋 zza biurka? Dla mnie jasne, 偶e nie. A skamandryci druga woda po kisielu. Co艣 jeszcze?

Po s艂owie

"Po s艂owie" do W Polsce wyd. 2010

egzemplarz w Bibliotece mojego "og贸lniaka" w Elbl膮gu
To wydanie W Polsce (2010) r贸偶ni si臋 od dw贸ch poprzednich (1981, 1983) tym, 偶e nie ma w nim brzydkich s艂贸w. Kiedy w marcu 1976 w Sopocie dozna艂em epifanii literackiej nadci膮gaj膮cej rewolucji solidarno艣ciowej, w艂膮cznie z jej ci臋偶kim spartoleniem – i co, nie by艂o jak napisa艂em? – to do wylewaj膮cego si臋 w nast臋pnych tygodniach tekstu zacz臋艂y mi si臋 pcha膰 brzydkie s艂owa drzwiami i oknami, czasownikami, rzeczownikami, przymiotnikami, imie­s艂owami, i przys艂贸wkami nawet. Naturalnie jako pisarz nie mog艂em stan膮膰 w poprzek takiej tw贸rczej fali.

Ile potem musia艂em za to wycierpie膰. W艂asny ojciec z matk膮 odwr贸cili si臋 ode mnie. We wrze艣niu 1977 przyjecha艂em, pami臋tam, do rodzinnego Elbl膮ga prosto ze spotkania „m艂odych pisarzy Wybrze偶a” w Wie偶ycy, ju偶 trze藕wy. W domu przy sto­le w kuchni siedzia艂 ojciec, matka na zakupach. Cze艣膰 tato, to, tamto, i po paru minutach wyk艂adam jak fula na st贸艂 maszynopis W Polsce. Na zje藕dzie „m艂odych pisarzy” kucn臋li przed nim za­sadniczo wszyscy – kto nie wierzy, niech dzi艣 jeszcze spyta sto艂uj膮cych si臋 tam wtedy Boleckiego, Terleckiego, Pawlaka, Ro艣ka, Chwina itp. W wyniku takiego powodzenia straci艂em kontakt z realem rodziny.

Jaros艂aw Kaczy艅ski nie mia艂 realistycznej koncepcji narodu polskiego...

...i ta strzelba musia艂a w 3 akcie wypali膰. 
Od LAT pr贸bowa艂em przem贸wi膰 do przekona艅 偶e:
"J. Kaczy艅ski nie ma realistycznej koncepcji narodu polskiego" i 偶e "to gro藕ne"
Ale nawet elity "narodowe" by艂y/s膮 za kiepskie na ten real (ciurowato艣膰 w kwestiach EGI).
W tych miesi膮cach PL odbiera rachunek.
Tu alarm z 2012:
Stary ch艂op to m贸wi, tego nie mo偶na bra膰 w kontek艣cie jakiego艣 dynamicznego rozwijania si臋 pogl膮d贸w (od 7:15 min):



Przyszed艂 mail z Polski

odpowied藕 na email studentki Uniwersytetu Jagiello艅skiego


UJ
Przyszed艂 mail z Polski. W nag艂贸wku: Studentka Uniwersytetu Jagiello艅skiego prosi o rozmow臋. W tre艣ci: Szanowny Panie, w ramach przedmiotu Lewica w Polsce Powojennej wykonuj臋 referat dotycz膮cy Pana 偶yciorysu. Pomy艣la艂am, 偶e zapunktowa艂abym chocia偶 drobn膮 rozmow膮 z Szanownym Panem. Czy jest mo偶liwo艣膰, abym zada艂a kilka pyta艅?
Na  jedno z pyta艅 odpowiedzia艂em:
W Gda艅sku nikt oficjalnie nie chcia艂 wydrukowa膰, wi臋c po roku zrobi艂em z tego tekst z jeszcze wi臋kszym kopytem  pt. W Polsce i zaproponowa艂em „Zapisowi”, kt贸ry to z poca艂owaniem r臋ki przyj膮艂 do nr 5, 1978. „Zapis” na si艂臋 potrzebowa艂 wtedy nowej zdolnej krwi, bo to byli przewa偶nie zreformowani stalinowcy, najlepszy z nich Konwicki te偶 by艂 umoczony. Andrzejewski tylko w stopce figurowa艂, nic redakcyjnie nie robi艂, Woroszylski mi m贸wi艂. Andrzejewski par艂 na Nobla, po to mu to by艂o. Wi臋c oni potrzebowali g艂o艣nego debiutu dla uzasadnienia racji istnienia, bo jednak mieli za uszami. Marek Nowakowski, jeden z za艂o偶ycieli „Zapisu” i jeden z nielicznych nieumoczonych, po latach w 2013 podkre艣li艂: „Tadeusz Korzeniewski (...). Jedyny, kt贸ry zadebiutowa艂 w podziemiu wydawniczym w Polsce po 1976 r.”.

Jak Zbigniewowi Herbertowi siad艂a kasa


Herberta nie spotka艂em, kiedy rozbija艂em si臋 po "dysydenckiej" Warszawie on by艂 na Zachodzie. 呕on臋 pozna艂em na jednym z warszawskich obiad贸w. Na pytania gospodarza (W. Woroszylskiego) czy czyta艂a moje W Polsce, odpowiedzia艂a "To pi臋kne". Nie musia艂a k艂ama膰, zawnioskowa艂em 偶e "Zbyszek" te偶 czyta艂.

Jesieni膮 1980 by艂a w Warszawie ekipa TV z Holandii i oni poprosili 偶ebym czyta艂 „Przes艂anie Pana Cogito” im do kamery. A po ko艅cowym „Id藕” podni贸s艂 oczy i pi臋knym zbuntowanym wzrokiem wlepi艂 si臋 przeci膮gle w ten ich przyrz膮d. Rok p贸藕niej sp臋dza艂em Wigili臋 ‘81 u znajomych na Montmartre w Pary偶u i zadzwoni艂y panie z Holandii, 偶e w艂a艣nie szed艂 w ich TV film o Solidarno艣ci, w kt贸rym czyta艂em Herberta, i 偶e dobrze wygl膮da艂em. Nie b臋d臋 polemizowa艂.

Dymitr Tokariew by艂 szefem NKWD regionu Kalinin w 1940


Dymitr Tokariew by艂 szefem NKWD regionu Kalinin w 1940 r. W marcu tego roku otrzyma艂 instrukcje nadzorowania mordu na polskich wi臋藕niach, kt贸rzy mieli by膰 przewiezieni do wizienia w Kalininie z pobliskiego obozu w Ostaszkowie. Ka偶dej nocy przez oko艂o miesi膮c ni偶si rang膮 agenci NKWD mordowali polskich oficer贸w, intelektualist贸w, cz艂onk贸w elity.

"Musz臋 powiedzie膰, 偶e pierwszej nocy dostarczyli 300 os贸b. My艣la艂em, 偶e to za du偶o. Noc by艂a kr贸tka i mogli艣my pracowa膰 tylko w godzinach kiedy by艂o ciemno.

Widzia艂em ca艂y ten horror. Oni pojawili si臋 i kilka minut p贸藕niej B艂ochin [ni偶szy oficer NKWD] mia艂 na sobie to specjalne ubranie - br膮zowy sk贸rzany fartuch, br膮zowe sk贸rzane r臋kawice z mankietami za 艂okcie. To wywar艂o na mnie straszne wra偶enie. Widzia艂em kata.

Mechanika zabijania zosta艂a opracowana przez B艂ochina wsp贸lnie z komendantem naszego zarz膮du, Rubanowem. Drzwi cel w kt贸rych strzelano wychodz膮ce na korytarz okryli oni tak, 偶eby odg艂os贸w strza艂贸w nie by艂o s艂ycha膰. Nast臋pnie oskar偶eni, no, tak ich nazwijmy, byli przyprowadzani korytarzem. Byli wprowadzani do cel 偶eby tam zostali zastrzeleni.

Chc臋 powiedzie膰 t臋 rzecz: z pewno艣ci膮 to by艂 straszny biznes. Rubanow, na przyk艂ad, postrada艂 zmys艂y. Paw艂ow, m贸j pierwszy zast臋pca, zastrzeli艂 si臋. Sucharew, m贸j kierowca, zastrzeli艂 si臋 i nawet B艂ochin zastrzeli艂 si臋."