Alt-Right a sprawa polska

Ostatnio Polska znalazła się na tapecie u amerykańskiej i europejskiej alt-prawicy (Alt-Right), bo polski MSZ publicznie wybrzydził planowany przyjazd jednego z nich na imprezę około-MarszNiepodległościową do Polski. W związku z tym opowiem historyjkę o moim kontakcie z jednym z głównych ideologów Alt-Rightu, lata nim ruch i nazwa weszły w życie.
**
Na początku Seattle pracowałem dla Wikinga. Nazwałem go Wiking, bo miał przodka co z Karolem Gustawem najechali w XVII w. Polaków. Z czasem Polacy się odkuli, przodka złapali, postawili za parobka, on po paru latach dał nogę i dostał od szwedzkiego króla za to ziemię. Nie za dużo chyba, bo część potomków popłynęła potem do Ameryki.

Ten Wiking spinał mi się z Profesorem, którego w tym czasie tłumaczyłem na polski. Oni się nie znali, jeden w Seattle, drugi w Kalifornii, ale obaj etosowcy flower-power, dzieci kwiatki, to pokolenie. Przy czym Wiking był Szwedem, a Profesor pół-Szkotem, pół-Niemcem, obaj oczywiście rdzenni Amerykanie. Po czterdziestce Wikinga zgniotła Natura i dostał spazmu żeniaczkowego (z dużo młodszą, która go potem kopnie), a Profesorowi, który założył rodzinę w przyzwoitszym biologicznie czasie (i zaliczył rozwód), poszło w etniczność.

Przy czym gen germański zaczął brać w nim górę nad szkockim i ogólnie kształtującym się dopiero genem euroamerykańskim, i robił się on bardziej Niemcem niż Amerykaninem, emocjonalnie i intelektualnie. Może że jego matka była z Niemców, no i na Wyspach Brytyjskich masz genomu germańskiego jak lodu w związku z licznymi inwazjami. W rezultacie w intelektualnym kwiecie wieku Profesor wpadł w teorię nazizmu Ernsta Noltego jak w jamę w jaskini.

Ten Nolte urodził się z trzema krótkimi palcami i w 1941 został zwolniony ze służby wojskowej i studiował filozofię, w tym pod Heigdeggerem. Dwadzieścia lat później dobrze to Niemiaszkom podpasuje, bo przeszkolony w pojęciomagii u samego Meistra, i jednocześnie nieuwikłany w bezpośredni czyn wojenny, pomoże Nolte współziomom wyłgać się z najniewygodniejszej części rodowodowej ich nazizmu – Wotana.

Wyłgiwał Nolte tak: Po pierwsze przed nazizmem był faszyzm, a faszyzm zaczął się najpierw we Francji jako Akcja Francuska, potem we Włoszech jako już nominalny faszyzm, i dopiero na końcu w Niemczech jako Narodowy Socjalizm. Niemcy były tylko jedną z odnóg generycznego nazizmu, więc ręce przy sobie z tym wytykaniem nas placem przyczynowym, jakaś zbiorowa odpowiedzialność, czy co? Po drugie, faszyzm nie był złem w sobie tylko odpowiedzią na zło, czyli modernizm. Był reaktywny, nie proaktywny. Najpierw był rosyjski bolszewizm, a narodowy socjalizm był jego lustrzanym odbiciem. To bolszewizm sprowokował Niemców do takiej ekstremy, same Niemcy nigdy by czegoś takiego...

Cięcie, resztę można doczytać w sieci, bo nie lubię chachmęcenia.

Ja tłumaczyłem oczywiście Profesorowi, który był psychologiem, w dodatku ewolucyjnym, że zna przecież Junga, wie, że już podczas Pierwszej Wojny Jung odbierał te niemieckie wotanowe tąpnięcia, w snach, wizjach, rozkminiał intelektualnie. Fakt, esej o Wotanie puścił dopiero w 1936, ale fenomen uświadamiał lata wcześniej, są zapiski. Ja nie dam się porąbać za paranormalności Junga, które nam do wierzenia wciska, np. we Wspomnieniach, snach, myślach. Za dużo tego i za rzadkie w konsystencji, jak na moją uziemioną głowę. Jego ród po linii matki z pasją zapowietrzał się spirytyzmami i mediumizmami przez pokolenia. Sama rodzicielka spędziła czas w mentalnej instytucji kiedy Carl był mały. Więc ten przeciąg podświadomościowy snuł mu się po kądzieli przez generacje, nie tylko jako nawyk środowiska, ale prawdopodobnie ślad genetyczny. Tym niemniej jeśli o pograniczne kultury z religią idzie, Jung był Sokole Oko. Np. spostrzeżenie, że ludzie mają potrzebę religijną, ale faktycznie nie jest to potrzeba religijnej wiary a religijnego doświadczenia, w same najciaśniejsze dziesięć. Dla mnie, nie mówię zaraz, że dla wszystkich, nie ma przymusu.

Kiedy więc kilkanaście lat przed 1933, on, Jung, genomiczny przecież Niemiec, wyłapuje u współbratków wzmożenie Wotanowe, to wypadałoby chyba wziąć to poważniej pod uwagę, tak? Ale Profesor z Kalifornii nie i nie, od Wotana jak od święconej wody. Tylko Nolte dla niego.

W sumie przez to nasze ścieżki się rozeszły, bo on siulał mi pisanie do jego coraz głośniejszego w świecie periodyku, „pod własnym nazwiskiem albo pseudonimem, jak wolisz”, szereg razy, a ja przez Noltego no nie mogłem. Jako Polakowi nie wolno było mi. Taki miałem w sobie odczyt. Dziś widzę, że zrobiłem wtedy naturalnie dobrze. Gdybym na to poszedł, miałbym swego rodzaju literackie przyspieszenie, bo oni teraz na topie w Ameryce w związku z prezydencją Trumpa i wejściem do prime newsów. Ale jako Polakowi nie wolno było mi, Wotan to Wotan.

Czyli nie dałem się zaprząc do wózka Germano-Nordykom. Podobnie chcieli mnie obłożyć uprzężą Żydzi, najpierw komandosi w Polsce, a potem jak to oni wszędzie, w Paryżu, Nowym Jorku, nawet Montanie, nie mówiąc o Seattle. Każda nacja krwi ma swój interes krwi, co w tym dziwnego. Ale nie musisz biegać jeden z drugim w cudzym zaprzęgu. Masz swój, jak już chcesz prawdziwie to życie czyli śmierć pokonać.

Takie były dwie największe pułapki jakie los zastawił na moje wieczne życie. Louis L’Amour w jednym z westernów pisze, że instynkt mógł go mylić osiem razy na dziesięć, ale pozostałe dwa razy ratował mu życie. W moim wypadku chodziło o duszę.

Wracając do początku, etniczni Euro-Amerykanie mają problem z nadmierną germanizacją ich budzącej się świadomości narodowej, a w tym z niemieckim id i jego Wotanem. Dzieje się tak, gdyż to już nie WASPowie a Amerykanie pochodzenia niemieckiego są dzisiaj najtwardszym i najliczniejszym elementem tej demografii. Z tym będzie problem jaki my mamy od 1000-plus lat po sąsiedzku. Oto mapka:

PiS i jego "ludzkie zasoby" mają swoje nie-polskie za uszami, ale w aktualnej sprawie z Alt-Rightem zareagowali przydatnie dla Chłopaków i Dziewczyn z Marszu. Faktycznie z nordycką alt-prawicą sprawy nie są do końca jawne i czyste i Chłopaki i Dziewczyny z Marszu nie powini dać się temu do ich krążownika przylepiać. Polacy mają być polono a nie germano czy inno file. Polonofile i szlaban. Oczywiście, my Eurowie musimy kombinować europejsko wspólnie bo nas 3-ci świat zadepcze nike’ami (które mu dostarczymy sami), ale bez przedwczesnych Euro ejakulacji, panowie, spokojnie.

Tu jeden z wczesnych liderów a potem dysydent Alt-Rightu, dosyć wiarygodny, choć też kręci:




Brak komentarzy: