Oak Room


Po pluszowym roku jako bibliotekarz uniwersytecki przyszedł czas uderzyć w Amerykę solo. Bo pierwsze dwie fuchy jak i pierwsze mieszkanie na Upper East Side załatwił mi etniczny nepotyzm polski. Nie kalam tu oczywiście gniazda, ale ludzie w większości nie mają pojęcia jak ogromna jest różnica między przebyczaniem życia w grupkach, a szturmowaniem solo.
Tym razem udałem się do nienepotycznej agencji kelnerskiej, przybuliłem - to był czujny ruch, inaczej mógłbym oglądać takie coś przez okno – i dostałem pracę busboya w restauracji Oak Room w Hotelu Plaza. Miejsce było żywą historią Ameryki.

Oak Room w "Północ, północny zachód" Hitchcocka

Plus jako busboy zarabiałem tam więcej niż starzy serwerzy w większości nowojorskich napychalni. Pracował tam kelner Fred, który podawał jeszcze FDRowi, nie mówiąc o Trumanie Capote, Marylin Monroe i setkach podobnych. Kiedy mieliśmy w restauracji VIPów, czyli codziennie, wszyscy oni znali Freda po imieniu i on dla nich mieszał sałatę i rozmawiał o baseballu. Nic innego nie robił, tylko przechadzał się w tuxie, mieszał sałatę i baseball. Każdy go znał i był on good for business. Był Włochem, oczywiście, przyjechał jako dziecko z rodzicami i został busboyem, jak ja. W 1988 Donald Trump kupi Plazę dla swojej -  wtedy - żony z pensją jeden dolar rocznie plus wszystkie kiecki jakie wybierze. I on wmuruje tablicę pamiątkową na cześć Freda w głównym rogu restauracji kiedy Fred jeszcze tam pracował. Cały Donald, tylko go wpuścić. Fred raz powiedział – mówię jak było – powiedział do mnie: I like the way you work, you have gusto. Nie słyszałem przedtem „gusto”, ale sprawdziłem w słowniku i w porządku.
Powiedziałem, że Fred był Włochem, bo tradycyjnie wielu kelnerów w nowojorskich ekskluzywnych napychalniach było Włochami. Ale w tym czasie zmiana paradygmatu miała miejsce w Ameryce, w tym także w Oak Roomie, i to był napływ kelnerów Metysów. Większośc nowych kelnerów w Oak Roomie i prawie wszyscy busboye byli teraz Metysami.
Raz na początku spytałem jednego kelnera Metysa – to był uprzejmy i pomocny kolo, i mówię jak było, nie z zaczadzenia multikulti czy pozorowania cnoty (on był takim bardziej Euro–Metysem, żeby już faktowo) – i spytałem go jak się pisze „White Zinfandel”, bo czasem brałem od klientów zamówienia kiedy kelnerzy mieli urwanie i nie znałem dobrze win jeszcze. On wyciągnął długopis i bloczek, nagryzmolił „wite zinfandel” i powiedział „wiesz, mniej więcej”. Dopingował mnie kiedy biegłem po cygara czy papierosy dla klientów; to były środkowe lata 1980. i Amerykanie już poważnie przemyśliwali palenie, ale po kilku głębszych w Oak Roomie, a szczególnie w Oak Barze, głód im wracał jakby spod podłogi. I ten „wite zinfandel” kolo dopingował mnie „dobrze robisz, dobrze, ja z napiwków za cygara mói drugi dom kupiłem!”. Też dodam, że po pewnym czasie słyszałem od kelnerów, że cieszyli się że tego dnia byłem w ich sekcji bo byłem najlepszym busboyem. Naprawdę, tak mówili.

Teraz robię ebook "Seattle". Na 1 planie Key Arena, pracowałem tu parę lat. W Space Needle też, parę dni.