Kto to jest Polak etniczny


Do Wyoming wyszła w 2013, recenzje były, ale nie było szerszej dyskusji najważniejszej idei książki: Polaków i Polski jako narodu i państwa etnicznego. Dobrze gdyby była, bo zalew imigracyjny dopiero się szykował. No ale kadry.

Jest jeszcze dużo szumu dezinformacyjnego i wprost zagłuszania, ale narody europejskie będą definiowały się po etniczności, a narody-córki Europy po etniczności ogólnoeuropejskiej (White Nationalism), stanie się tak bo musi. Fragment kluczowego rozdziału Do Wyoming (2013): 

W ostatnich dekadach świat zachodni jak długi i szeroki stał się obiektem intensywnego stygmatyzowania tożsamościowych postaw narodowych. Ale nawet i w tym wariancie agresji międzynarodowej, Polska z jej miejscowym narodem etnicznym jest poddawana szczególnie złośliwej i piekącej indoktrynacji.

Dlatego należy ostro atakować, podkreślę, atakować dławienie polskiego instynktu wspólnotowego, który w trudnym czasie – a znamy ostatnio inny? – jest niezbędnym doradcą w wyborze korzystnych sposobów narodowych. Ostro reagować na wciskanie mułu multikulturowego w sensownie ułożone przez Naturę nadwiślańskie głowy. Prać świecki kult „wielokulturowości” a w realnym nazewnictwie wieloetniczności, z jego dogmatami „równości kultur”, „wielokulturowości czyniącej nas silniejszymi” i tym podobnym socbajkopisarstwem. Odmawiać wiz marksizmowi jankeskiemu, produktowi wysoko zmanipulowanego współczesnego mainstreamu amerykańskiego. Nie przechodzić do porządku dziennego nad „humanizmem” co nosi dwie czapki (etniczna Polska – faszys; etniczny Izrael – cutmiut!), kiedy wystarczy po świecie popodróżować z otwartymi oczami, podotykać go zmysłem, poukładać rozumem, posłuchać coraz donośniejszego w tego typu solo podróżach głosu instynktu, by nabrać przekonania, że tak naprawdę, między nami Flinstonami, nie chodzi tu o żadną wydepilowaną „wielokulturowość”, żadną paruzyjną „równość kultur”, tylko o tę samą etniczną napierniczankę toczoną od neolitu, tyle że przeniesioną obecnie na elegancki teren kultury – przynajmniej do czasu. Innymi słowy, chodzi o największy zabobon drugiej połowy XX wieku i intelektualną robotę odkrywkową na cały pewnie wiek XXI: egalitaryzm etniczny. Komunizm etniczny, po prostu.

Od pół wieku – kompromitację taktyczną senatora Josepha McCarthy’ego (1908–1957) i załamanie się ostatniego powszechnego odruchu obrony eurskich Amerykanów przed marksizmem jankeskim można tu przyjąć za cezurę – od pół wieku idzie potężny kompleksowy atak na etniczną Europejskość, a w nim ostra szpica nakierowana wieloplanowo i precyzyjnie na jej męskość. Na eurskiego mężczyznę dosłownie. Jest wojna na kulturę, na cywilizację, na biologię etnicznego Europejczyka przez zmasowany atak na jego podstawowego obrońcę, hardego eurskiego mężczyznę. Eurscy jajogłowi, nasza „naturalna hierarchia”, nie potrafią się temu efektywnie przeciwstawić, z powodów jak wyżej. Młodzi „alfowcy” etniczni Polacy instynktownie to czują i to jest jeden z naturalnych odruchów składających się na ich burzenie się, które na podobną skalę dopiero zacznie się w obiegu ogólnoeurskim. Młodzi polscy mężczyźni ze swoją naturalną „Bogurodzicą” – „Cześć i Chwała Bohaterom!” – są częścią większej eurskiej męskiej mobilizacji, w Europie i na innych kontynentach. Są jednymi z przecierających nowy szlak. Ważne, żeby nie dali tego sobie zgasić, w tym nowowysuwającym się tzw. kierownikom narodowym strachającym się przed odczytaniem rzeczywistych źródeł ich potężnych odruchów.

I tak dochodzimy do pytania za milion złotych przedwojennych:

A kto to jest ten Polak etniczny?

Jak ja mam wiedzieć, czy jestem etniczny?

Czy muszę przejść test DNA?

Ryć w spisach parafialnych?

Tropić  rodzinne świadectwa do n–tego pokolenia?

Ha. Nawet to ostatnie nie jest aż tak kategorycznie potrzebne. Oto praktyczna odpowiedź: Jeśli czytając tę notkę, na przykład tę notkę, zaczynającą się od słów „Czytam w popeerelowskim tygodniku” a kończącą na „Na bok z nimi”, czujesz powinowatość z tym o czym w niej mowa, rejestrujesz sympatię do nowych polskich fenomenów wspólnotowych, jak lud religijny Radia Maryja, jak od „Bogurodzicy” chłopaki polskie, i dziewczyny... Kiedy więc rośniesz przy spotkaniu takich słów w duchową siłę, zmasowują się w tobie rozproszone dotąd partyzanckie oddziały wspólnotowej energii, jeśli tak jest, to zachodzi, to jesteś Polak na sto procent etniczny, jesteś superetniczny, i dalej już głowy sobie tym nie zaprzątaj. Odezwało się to jest. Pierwsza najważniejsza robota: fundament. Stanąć murem przeciw nadciągającym nawałom migracyjnym, dać narodowi szansę utrzymania tych samych etnicznych proporcji, które ma dziś. To da mu okazję wyjścia na wysoką pozycję względem innych narodów europejskich (domyślmy się dlaczego), tak w sprawie utrzymania wysokiego poziomu inteligencji powszechnej, jak społecznej kohezji, kapitału społecznego i utrzymania europejskości charakteru. Kto/co będzie w tym mieszał, będzie kontratak.

Tu kompromisu nie będzie.

A w tych, nie aż tak nagminnych wypadkach, kiedy Polak z innej formacji etnicznej przylega duchowo do kultury polskiej, taki Polak zrozumie, że wobec nadciągających etnicznych agresji migracyjnych skupienie się wokół etniczności polskiej będzie jedyną szansą na utrzymanie integralności kraju, i nie będzie miał z tym problemu.

A kto warzy tu własną zupkę będzie się oczywiście zaraz nabzdyczał.

Na bok z nimi.



Do Wyoming
  2013 | wczesny fragment 2010 >>