Najdziadowściej we wchodzącym świecie będą mieć mieszańcy


Polish Haitians
„Najdziadowściej we wchodzącym świecie będą mieć mieszańcy” – to profilaktyka pokoleń, tak by forma biologiczna była zgodna z treścią kulturową. A ci co dziś są mieszańcami niech zwyczajnie nie wchodzą w drogę, no, mogą deskę najwyżej przytrzymać. Dla negatywnego przykładu o czym mówię podam niedawny występ rozpuszczonego przez „patriotyczną prawicę” Jarosława Marka Rymkiewicza, który bredzi:
  • polskość nie jest ani biologiczna, ani genetyczna
  • Ona nie bierze się z krwi a nawet, jak pokazuje mój przykład, nie bierze się z pochodzenia
  • Nie mam ani kropli polskiej krwi, w moich komórkach nie ma ani kawałeczka polskiego genu
  • Polskość to jest straszna siła duchowa i to nie my ją wybieramy, bo nie możemy niczego wybierać, to ona nas wybiera
Tak zwany „Aleksander Ścios” (nie wierzę w poważne wieszczenie anonimowych) aż orgazmu dostał  >>.
Nie pomijając tarcia kolanami innych „patriotycznych” >>.
Jarosław Marek Rymkiewicz robaczy Polakom w czaszkach, bo na bazie że sam jest „mulatem”, podgryza etniczną polskość. Jestem „mulat” i w związku z tym unieważniam całą etniczną historię Polski. W tym jest dureń po prostu. A szkodliwymi głupcami ci, co takich bredni tubą.
W Amazonie na stronie Do Wyoming staram się przemówić do wspólnotowego rozumu:
Dziś, w roku 2017, warto zwrócić uwagę jak ta proza, opublikowana w styczniu 2013 a pisana i publikowana we fragmentach w latach poprzedzających, "przepowiedziała" obecne agresje migracyjne do krajow etnicznie europejskich populacji  tzw. trzeciego świata. Jak z "przepowiedniami" bywa, lepiej – bo intuicyjnie – mogą one wskazywać na źródła problemów, i ewentualne rozwiązania, niż zintelektualizowane analizy bieżące, wysypywane dziś koparami przez polityków, dziennikarzy i akademię. >>
No ale zjechały kopary i jesteście dziś zasypywani mędrkowaniem bieżącym polityków, dziennikarzy i jajogłowych w imigracyjnej sprawie. „Sieci/wPolityce.pl”, „Do Rzeczy” i co tam jeszcze po bokach, nie mówiąc o napieralskich na szkło, aż się od tych ochotników do pierwszego szeregu dławią. Ja, ja, ja, ja, ja, nie właśnie ja, a ja też, a ja to dopiero mam do powiedzenia w tak żywotnej dla Polski imigracyjnej sprawie! To ci sami, którzy, gdyby nie instynktowy masowy odruch antyimigracyjny Polaków i nie wyprztykanie się z energii pobolszewickiej hordy etnicznej aka „lewica laicka”, dalej siedzieliby jak trusie pod swoimi bryłkami miedzy.
Trzeba było mieć instynkt w miejscu i szczekać 5 lat temu to nie mielibyście dziś 2 milionów Ukraińców w Polsce. A tak ich macie i będziecie pieprzyć się z nimi przez następne 200 lat, a jeszcze multietniczny Mateusz Morawiecki parę nowych milionów wam dosypie [pisane i publikowane na blogu w 2017]. A nie szczekaliście bo tę inwazję naród przespał i nie było popularnego odruchu, więc spaliście i wy, „elita”, żeby nie użyć dosadniejszego słowa. Ja nie spałem ale nie daliście mi platformy przez wprowadzenie Do Wyoming w dyskurs narodowy przez co mógłbym mieć wpływ. Wyspiański dobry wieszcz, "piłą rżnęli". Ale nie powiedział jaka to rżnęła krew (a nawet zwodził: „taki rok czterdziesty szósty - przecież to chłop polski”). A krew „piłą rżnąca” była ta sama w 1846 co w 1943-44, sprawdźcie mapę i demografię. Inna niż nasza, pieprzcie się z nią teraz 200 lat.
listopad 2017
**
We wtorek 6 października 1981 wieczorem opuszczam widownię I Zjazdu Solidarności i widzę w wiadomościach na ekranie monitora na zewnątrz Hali Olivia jak grupa egipskich muzułmańskich nadgorliwców robi rzeszoto z ich prezydenta Sadata. Wali do niego jak do kaczki seriami z karabinów maszynowych rękami ekstremistów faktycznie jego naród, bo w układach z odwiecznym adwersarzem pozbawił go argumentu wojny.

Sadat, którego brat pilot poległ w wojnie Jom Kippur, w miarę prezydentowania uległ poważnemu zgniciu. Nic szokującego w polityce, w polityce przeważnie się gnije. Natura w jej wypiekaniu ewolucyjnym wyfasowała nas na sensowne liderowanie góra paruset bandytami. W takim układzie lider musi być realnie najlepszy, gdyż działa w fizycznej bliskości „rządzonych” i kiedy pojawia się lepszy, to go naturalnie zwija, „polityka” mało co znaczy. Poza tą skalą zaczyna się ślizg, polityczny alkoholizm. A już zwłaszcza jazda na multimilionowcach podpada pod hektolitry heroiny. Stąd gaduła, że „władza to narkotyk”, „władza korumpuje, a władza absolutna korumpuje absolutnie”.
Ci politmagowie dzisiaj co dziamdziają w tonie Wielkiego Sprawcy o powrocie monarchii. Zdają się oni pomijać fakt, że monarchia to nie tylko taki bardziej udekorowany feudalizm i podobna stąd dbałość landlordów o stan żywy i nieżywy ich latyfundiów, ale także, jak u wszystkich homo rzekomo sapiensów w takim fiksie, haj władzą. Zwróćcie uwagę jak nagminnie egzogamowali się oni między sobą, ci udzielni książęta, królowie, cesarze, imperatorowie. Nikt nie myśli chyba, że dlatego, bo te zagraniczne laski były takie ekstra ruchliwsze. Więcej tam o polityczną heroinę tj. zwiększenie dawki chodziło, niż o laski, choć to oczywiście też, bo składnikiem politycznej heroiny jest testosteron.
Ale czy rzeczywiście było bez znaczenia, że przy tak notorycznej egzogamii monarchowie podcinali jednocześnie biologiczny instynkt, materialną nić łączącą ich z ich naturalną biologiczną wspólnotą? Popatrzmy najlepiej na naszych, przecież nawet tacy piastowscy Piastowie też w to prawie od początku wdepli. Niektórzy mówią, że oni byli w ogóle skandynawscy, jak u Wczesnorusa, i dlatego dopuścili potem do bezwyczuciowego rozbicia dzielnicowego przez Krzywolipnego w 1138, czy sprowadzenia patogenów Prusliszaju przez Konrada M. w 1226. Może byli skandynawscy, może nie byli, może np. pochrzanili od nadmiaru w linii rodowej niemieckich żon. Bo polećmy po pewniejszym historycznie, ich żonach, a potem i potomkach, przecież z obcych etnicznie żon powstępowały ich na polski tron, państwowy czy dzielnicowy, całe korowody. U Piastów nie było endogamii prawie od startu, od Ody Dytrykówny, Ody Miśnieńskiej, Rychezy Lotaryńskiej i jadziem, jadziem, panie Zieliński. Odpuszczam, bo nie jest tu instytut historii, tylko brandowa proza, rzeczy się łapie, nie wysiaduje.
A w Polsce elekcyjnej co się działo, ilu „naszych” elektorskich królów było obcych i ilu grało do swojej prywatnej w związku z tym bramki, czy łapało dwie, trzy, pięć srok za ogon. Parę wyjątków nie wymazuje sumarycznej autodestrukcji tego typu dilów. Masz u takich najczęściej mieszane potomstwo i mieszane w związku z tym genetyczne lojalności. To real, nie bądźmy tacy kumbaye, świętoszki świata jednej posoki. Genetyczne Moce Słoneczne istnieją. I są mocne jak bimber na czczo. Wojny to nie tylko starcia władzy z władzą, to gryzienie się genetyk, genetyki przeciw genetykom. Tak było i tak będzie, dopóki Słońca.
Tracili więc tacy monarchozi w wyniku egzogamii oryginalny instynkt linkujący ich do własnego bytu etnicznego, ów głębiej umocowany rozumodruch, bezpośredni przekaz wspólnoty o jej biologicznym dobru, kierunku, przeznaczeniu. Heroina politycznej władzy dla władzy miała monstrualny udział w cross–żeniaczkach monarchów Europy, nie tylko obiektywna strategia zwiększania stanu posiadania. Heroina polityczna czyli nietrzeźwość za sterem własnego państwa narodowego, utrata etnicznego politycznego rozumu. Na początku XX w. te przeolbrzymione, przeżarte władzą dla władzy gmachy polityczne jeden po drugim waliły się w gruz – z kulminacją w Wielkiej Wojnie – na rzecz etnicznych państw narodowych. A owe etniczne narody nie pojawiły się znikąd, nie zaistniały przecież jak grom z jasnego w XIX w. w związku z pojawieniem się ideologii narodowej. To właśnie idologia narodowa wydobyła wreszcie na scenę główną polityki potężne organizmy etniczne, które rozwijały się i integrowały pod przemożniejszą, jak dotąd, polewą polityczno-ekonomiczną na przestrzeni tysięcy lat.
Narody etniczne były, są i będą rosnąć, i to jak na drożdżach jeszcze. Nie dajcie się tak nabierać graczom w etniczne trzy karty, trzy lusterka, etnicznego dupaka, niezależnie co jeszcze cwańszego i przewrotniejszego te oczajdusze ryjące wśród naszych etnicznych narodów będą usiłowały nam przez jakiś czas wcisnąć. Pamiętacie przecież, że kiedy zawalały się wielkie folwarki monarchiczne Europy, to wszyscy oni byli między sobą siedemnaście razy na krzyż pokoligaceni. Kuzyni na tronach z innymi kuzynami na tronach targali się za loki za pośrednictwem poddanych dupków. I co dalekowzrocznego takich mieszańców instynkt „etniczny” w sprawie przeznaczenia poddanych mógł podpowiedzieć?
Sposób w jaki skończyła 17 lipca 1918 wynaturzona, pozbawiona solidnego naturalnego linku z etnicznym narodem, carska rodzina Romanowów jest tego zwieńczeniem. Przelećmy po tym tronowym fiksie, punktując choćby Piotra III, urodzonego jako Karl Peter Ulrich von Holstein-Gottorp. Czy jego następczynię, chłapczywą Niemrę Sophie Friederike Auguste von Anhalt-Zerbst-Dornburg, alias Katarzyna II Wielka. „Wielka”. Ogromna! Jak Ruski cykor przed Kitajem dzisiaj. Przecież ona głównie, ta „ogromna”, zapaszczękowała ziemie polskie wschodnie w trakcie 34 lat bauerowania Rosją (zeszła w 1796). Zapaszczękowała razem z reprodukującymi się ówcześnie na potęgę Żydami, liderami tego wyścigu w Europie dziewiętnastowiecznej. Sam Sołżenicyn mówił, że to wykończyło Rosję. A dziś to już i zwykli Rosjanie po kątach zaczynają skwierczeć, nu da, da, wot może nie było jednak takim najlepszym płanom to zajumanie w 1772 (i kolejnych rozbiorach) wschodnich spłachów Polski. No bo razem z nimi „obdarowała” przecież siebie Rosja bogatymi skupiskami Żydów. Z których wyłoniły się półtora wieku później tak niezbędne dla przewrotu bolszewickiego elity. Ano wyłoniły, co miały nie. Aż ziemia krwią wymiotowała. Ja tu o jedno tylko chciałem zapytać: Smakowało, Rosjanie? He? Nie słyszę... No smakowało czy nie?
Banda kalek, sami wystawili się Kitajom. Gdyby zamiast ekspandować z zachłannym ryjem na gotową michę, zachód, zaczęła Rosja zaludniać i cywlizować pusty wschód, byłaby... Ale co tu gadać, Rusy to nie Anglicy, nie ten charakter etniczno narodowy. Żeby nieść cywilizację trzeba ją najpierw wypracować, stworzyć, tylko takie mieć prowadzi w konsekwencji do móc. Gdyby ruski etniczny charakter był inny, nie potrzebowałby tylu Niemców do modernizacji swojego systemu hierarchicznego, poczynając od zadurzenia w nich Piotra I (i nie wchodząc w etymologię słowa „Rus”, to dopiero od pieca taniec...). Urasta do miana symbolu ucieczka biedionka Lwa Tołstoja od żony Półniemki Zofii Bers, kiedy już wiedział że wchodzi w strefę umierania. Wyrywał trzecią klasą kolejową aż do przypadkowego Astapowa, gdzie na łóżku naczelnika stacji wyziewał płasko ducha.  Półniemka (wykolegowana w nerwicowym testamencie) za nim tam pognała, biegała wokół stacji wystając przy oknach, ale dzieci nie dopuszczały.
Jutro trzeba  uważać żeby nie wpuścić się w wojny po ruskiej stronie z Kitajskimi. Furda Bliski Wschód, bo kiedy za 20-30 lat Żydzi zaczną być na antysemickim cenzurowanym u 800 mln etnicznych Eurów za demograficzne rozwalanie ich krajów (żadna „cenzura internetu” nie pomoże, optymizmu robaczki trochę), Zachód może jeszcze zaposiłkować się Rosją, każdej maczugi będzie na pełzającego Żółtego potrzebował. A wtedy Polska co, znowu w ruskie kamasze jak mój dziadek w 1905 na Japończyka? Tyle że dziadek Bronisław (piękne imię!) Kostkiewicz (cudo nazwisko i własne!) spadł z dachu (dekarz) i obojczyk złamał i dzięki temu pół wieku później ja powstałem. Tu trzeba premedytować już dzisiaj, bo za 30 lat będzie 30 lat za późno. Naród nie może dawać szyi za inny naród, a już na pewno nie Polska. Nie denerwujcie – do bezetnicznego Kaczyńskiego z Etniczną Zausznią też mówię – Prawa.
**
"Rosja się zawali jutro? Czy za tydzień?"
Nędzna ironia w pytaniu, ale odpowiem. To potrwa nieco dłużej niż tydzień. Poza tym nie wiem co rozumiesz pod pojęciem "się zawali". Rosja po prostu zostanie podzielona na mniejsze obszary i wszyscy będą zadowoleni.
Ma za miedzą potężniejszego sąsiada, a dysproporcja narasta. Kreml tapetuje katastrofalną sytuację strategiczną gadkami o "przyjaźni" z Pekinem, tyle że od 2013 Pekin otwarcie i nieprzerwanie głosi konieczność zwrotu 1,6 mln km2 "ziem rdzennie chińskich pod tymczasową administracją rosyjską" - zabranych w "wieku hańby" Chinom Traktatem Aiguńskim (1858) oraz Konwencją Pekińską (1860) przez Rosję. A dysproporcja potęgi i ambicje i roszczenia Pekinu będą się tylko powiększać - na niekorzyść Rosji. Poza tym wystarczy porównać  Heilongjiang – północną prowincję ChRL z tym co jest na północ od granicy pomiędzy Chabarowskiem a Błagowieszczeńskiem. Na południu jest gęsta sieć dróg, autostrad, linii kolejowych, portów lotniczych, mostów, wiaduktów, tuneli, fabryk, centrów handlowych i dynamicznych miast. Na północ od tej linii - to prawie pustynia. Jedna nędzna droga od Irkucka, przez Czytę, Biełogorsk. Standard gorszy niż typowej u nas drogi wojewódzkiej (jedna jezdnia!!!). Populacje 1:30. No to sam sobie wykoncypuj jak długo te małe wysepki ludzi tam żyjących będą chciały uchodzić za Rosjan, a kiedy wszyscy zgodnie uznają, że lepiej być Chińczykiem i tę granicę zlikwidować.