Nie nazywają tego milenaryzm po nico


Nad Świdrem
Gdybyśmy wrócili na ten świat już za 200 lat, to czy byłaby jakakolwiek szansa za tych siedem czy osiem pokoleń rozpoznać z oka, instynktu, że ten oto nasz potomek to nasz potomek? Nosiciel wspólnych z nami między 1/128 a 1/256 genowych frekwencji? Dziecko 128 czy 256 od nas licząc pra...rodziców? Szansa rozpoznania mniej niż żadna, chyba że któryś miałby znamię na boku, jak ja mam po ojcu, ale na to nie liczcie. A jednak za dziecko, za ten cykl, rodzic jest gotów oddać życie, gorąco i z wiarą, tak? Zwłaszcza mężczyzna za kobietę z jego potomstwem, tak?
A jak z narodem? Co jest najważniejsze dla narodu? Żyć. Umierać dla „czegoś większego” może jednostka. Dla rodziny. Dla narodu. W skrajności dla męskiego honoru, piękna brama wyjścia (i często przykład, przekaz, a więc dalej wspólnota). Ale czy można wyobrazić, żeby naród oddawał życie za inny naród? No chyba że zmanipulowany, jak np. wpływ żydowski usiłuje to zrobić z etnicznymi Euro-Amerykanani z interioru Ameryki, posyłając tzw. białych chłopaków z Midwestu czy Południa, przysłowiowych twardzieli, na Irak, a teraz – oj, chciałoby się – na Iran (etniczni Euro-Amerykanie coraz bardziej stają się etnią politycznie wydzieloną, więc można zacząć mówić o nich jako o narodzie). Ale to ostatnie osiągane jest przez indoktrynację, pranie mózgów. Niepodobna jednak aby nie zmanipulowany naród umierał za inny naród.
Najważniejsze dla narodu jest bycie żywym. Jeśli teokracja z jej wielodzietnością lub zwyczajny autorytaryzm pozwoli narodowi przetrwać mocno do następnego milenium, a bożek „liberalnej globalnej demokracji” zrobi zeń konsumerską migrującą masę demograficzną, co to nawet nie beknie kiedy jej lumpenpolitycy będą np. bagnetom najeźdźcy, który w dodatku dostał po łbie, pomnik wystawiać, to ja wolę teokrację czy autorytaryzm tysiąc razy i jeden.
Wiemy z naszych podróży w inne skupiska narodowe, wiemy z projekcji naszej wiedzy historycznej w znaną nam teraźniejszość, wiemy intuitywnie, że gdybyśmy żyli w okolicy na przykład ujścia Świdra do Wisły w latach 1777-1849, i pojawili się w tym miejscu ponownie jako dorosła osoba w roku 2017, czyli po tych 200 latach, to i mowa miejscowej ludności, i powszechna rzeźba twarzy, i humor, i grymasy nawet, byłyby nam znajome. Wciągałby nas  ich zryw taneczny i dryg pieśniowy i wiele innych drygów. Tak, powiedzielibyśmy, jesteśmy wśród wyrosłego nam od natury przenikliwszego ludzkiego otoczenia, jesteśmy w mateczniku, napijmy się wesoło i zaśpiewajmy.
Tadeusz Korzeniewski wyjechał z Polski nie na 30, tylko na 1000 lat, bo chce, kiedy znajdzie się w roku 3017 na Mazowszu u ujścia Świdra do Wisły, gdzie w 1978 przeszło mu jasne lato, gdzie jego rodzinne korzenie etniczne w głąb przeszłych wieków prą, w połać mazowiecką, podlaszą, skąd bliżsi w czasie przodkowie jego pakując wóz udali się w obiecujący kres, kiedy znajdzie się w roku 3017 u Świdra z Wisłą, to chce żeby mógł usłyszeć znajomy język, ogarnąć szczególne podobieństwo twarzy, pośmiać się podobnie, posprzeczać, na koniec wypić wesoło i zaśpiewać. Hop hop. Porządna podróż powinna trwać co najmniej 1000 lat. Nie nazywają tego milenaryzm po nico.
Pierwszy rozdział ebooka Seattle nurkuje w sprawę „milenium”, zachęcam przeczytać: >>
**
Kilka wypowiedzi komentatorów nt. etniczności i Polski pod moim postem na starym forum Frondy, sprzed przejęcia przez neokatolików. Rok 2010:
– Homogeniczność etniczna i religijna uratowały Polskę przed sowietyzacją a po 1990 przed bałkanizacją.  My żyjemy w Europie środk.-wsch., w której naród ma korzenie etniczne. I żaden lewacki doktryner tego nie zmieni.
– gdy państwo jest monoetniczne, to trudno je rozsadzić od środka
– I dlatego lewactwo tak szaleńczo promuję inwazję obcych - i choć zabrzmi to głupio - nawet w krajach imigracyjnych jak USA czy Australia.
– Już Platon podkreślał znaczenie jedności dla państwa. Poprawiłbym tylko, że istotna jest zgodność ludności danego kraju w kluczowej/kluczowych w danej epoce kwestii. Na przykład w Iraku główny super jest wokół kwestii religijnej: sunnici vs szyici i brak jedności w tym względzie rozbija to państwo, tak, iż w istocie możemy mówić o dwóch irackich narodach politycznych. Ukrainę zaś rozbija brak jedności cywilizacyjnej między wschodem a zachodem. Etniczność należy obecnie do najważniejszych aspektów współczesnych społeczeństw, i stąd bierze się łatwość wykorzystania podziałów etnicznych dla ingerencji z zewnątrz. Tragiczny los II Rzeczypospolitej jest tego przykładem.
– Szlachecka Polska była oczywiście JEDNONARODOWA: warstwą polityczną był w niej NARÓD SZLACHECKI - SARMACI. Chłopstwo i mieszczaństwo mogło sobie mówić w dowolnym języku - nie miało to żadnego znaczenia politycznego. A gdy naród w rozumieniu etnicznym nabrał znaczenia, wtedy utraciła sens Polska w granicach z 1772 r. Nie dlatego, że jacyś źli ludzie tak chcieli, ale dlatego, że było to niemożliwe. Nawet granice z 1922-1939 uniemożliwiały istnienie stabilnego i praworządnego państwa. 1/4 posłów należała do klubów mniejszości narodowych, o niskiej lojalności wobec RP. Uniemożliwiało to stworzenie stabilnego rządu, a w rezultacie prowadziło do dyktatury. Jedynym sensownym rozwiązaniem byłaby polonizacja Ukraińców i Białorusinów. Ponieważ się to nie udało, musieliśmy te ziemie utracić (chociaż do Wileńszczyzny i Grodzieńszczyzny bez trudu moglibyśmy sobie rościć pretensje także pod względem etnograficznym). Wystarczy przeczytać chociażby "Myśli nowoczesnego Polaka" by zauważyć, że endecy uważali naród polski za cywilizacyjnie młody, za naród który musi wykonać ogromną pracę na rzecz swego awansu cywilizacyjnego.
– Po 1926 r. do władzy doszła piłsudczyzna. I wtedy okazało się, że musi wobec mniejszości realizować program endecji. Tyle, że jako dyktatura realizowała go brutalniej i głupiej.
– Mniejszości narodowe były wrogo nastawione do państwa polskiego jeszcze zanim ono powstało (z wyjątkiem polskich Ormian i Tatarów - obie grupy etniczne masowo wspierały właśnie endeków; myślę, że jest to niezły powód do przemyśleń...).
– Jeżeli Polska miała trwale zapanować nad województwami wschodnimi to musiała spolonizować Rusinów. Podkreślam słowo "Rusinów". Znaczna część mieszkańców, nie tylko Białej Rusi, ale i terenów wchodzących w skład Ukrainy nie miała jeszcze żadnej świadomości narodowej. Endecy uważali, że mogą to być Polacy, mówiący po rusku i wyznający prawosławie czy greko-katolicyzm. [No tu endecy popłynęli, ale nikt nie jest doskonały – TK]